Tą notką trochę odgrzewam kotlet, bo już kiedyś pisałem na ten temat. Mam jednak jakieś nowe przemyślenia (niekoniecznie takie same jak dwa lata temu) i chętnie się nimi podzielę.W kontekście dużych marek tradycyjnych, które sprzedają w sieci mówi się zazwyczaj na dwa sposoby: nie potrafią sprzedawać w sieci lub nie chce im się sprzedawać w sieci. Pamiętam, że właśnie takie podejścia ścierały się na panelu dyskusyjnym tegorocznego E-Commerce Standard. Który pogląd jest słuszny?Wyobraź sobie, że jesteś prezesem Grupy Empik Media & Fashion i zarządzasz m.in. popularnymi Empikami. Urlopy na jachcie na Karaibach, w weekendy grasz w golfa, do emerytury wcale już tak dużo nie brakuje, cygara nie palisz, bo jest niezdrowe. Empiki, którymi się zajmujesz miały w 2006 roku sprzedaż na poziomie 1,3 mld złotych rozłożone na 76 salonów w 44 miastach. Zatem jest to nieco ponad 17 mln złotych rocznie na salon i około 29,5 mln złotych rocznie na miasto. Sprzedaż sklepu internetowego Empik.com w 2006 roku była równa mniej więcej sprzedaży dwóch salonów tradycyjnych. Jak zatem podchodzisz do sprzedaży w sieci? Oczywiście tak, jak do otworzenia dwóch nowych salonów tradycyjnych? Będziesz tym podniecony?No dobra, ale w internecie sprzedaż przecież potrafi rosnąć bardzo dynamicznie. Po dwóch kolejnych latach Empik.com sprzedaje rocznie już 85 mln złotych, czyli pewnie mniej więcej tyle, ile Empik w dobrej lokalizacji w jednym z większych polskich miast. W tym samym czasie Twój największy konkurent - Merlin.pl - sprzedał niewiele więcej handlując też całą gamą innych produktów. Chyba nadal będziesz wolał grać w golfa, niż myśleć o podboju sieci?Do czego zmierzam? Do tego, że moim zdaniem trudno mówić o tym, że duże marki tradycyjne nie potrafią sprzedawać w sieci. One raczej nie widzą tu póki co potencjału. Z najnowszego raportu wyczytamy przecież, że sprzedaż detaliczna w internecie nie stanowi nawet 2% łącznej sprzedaży detalicznej.Kolejny przykład - hipermarket Piotr i Paweł. Jego łączne obroty za rok 2008 wyniosły ponad 1 mld złotych. W tym samym czasie w internecie Piotr i Paweł osiągnął przychody na poziomie 15 mln złotych rocznie (dane za raportem Internet Standard). Nie znają się na internecie? Jego największy konkurent internetowy - Frisco.pl - miał w tym samym czasie prawie dwa razy mniejszą sprzedaż. Czyli co? Może to Frisco jest nieudolne? Wręcz przeciwnie. Myślę, że to jeden z bardziej rozgarniętych biznesów internetowych w Polsce. Po prostu rynek jest na takim poziomie, że wiele tradycyjnych hipermarketów jeszcze długo nawet nie spojrzy na internet.Oczywiście, czasami bywa inaczej. Przykładowo w Wielkiej Brytanii Ocado.com zdziałało w ciągu kilku ostatnich lat na tyle dużo, że lider tej branży - Tesco ostro wziął się do roboty w internecie, ale jest to raczej jeden z nielicznych przypadków.Tak czy inaczej jestem daleki od twierdzenia, że duże marki na sprzedaży w internecie się nie znają. Oczywiście w pewnych aspektach będzie im brakować kompetencji, które zostały już nabyte przez marki internetowe, ale w wielu przypadkach wystarczyłoby dobranie odpowiedniego zespołu ludzi (nie trzeba go szukać przecież w Polsce).Zupełnie inną kwestią jest konkurowanie tych dużych z małymi. O tym przy następnej okazji. ;-) p.s. Jak zwykle ciekaw jestem Waszej opinii. :-)